życie

nie planuję poświęcać się dla dzieci

Nie planuję się poświęcać dla dzieci

Zarzucono mi, że mam problem. Że całe nasze pokolenie ma problem. Bo myślimy o sobie. Za dużo u nas JA. A to niedopuszczalne, kiedy jest się rodzicem. Bo powinno się mieć przed oczami, z tyłu głowy, na czubku języka tylko jedno. Dziecko. Tyle, że łatwo przerzuć dziecko z serca na plecy, jako brzemię i do nogi, jako kulę na krótkim łańcuchu. A ja nie planuję poświęcać się dla moich dzieci.

Jak zmotywować się do biegania

Wiecie co, ja serio lubię biegać. I mam na to ochotę. Problem jest tylko taki, że mam bardzo mały wycinek czasoprzestrzeni, kiedy faktycznie mogę to zrobić. Czyli, między “mąż wraca z pracy” a “usypianie” i po mojej bliskiej, smogowej okolicy. Tutaj przydaje się ekstra motywacja. Tylko jak zmotywować się do biegania, kiedy padasz na twarz?

Spod piwnicy

Lalki staroczesne królują ostatnio u nas w domu. Staroczesne, w odróżnieniu od nowoczesnych. Nowoczesnych mamy w bród, staroczesne zdobyć, to było wyzwanie, którego podjęła się babcia. Stanęła na wysokości zadania i wygrzebuje cuda, nie chcę nawet wiedzieć skąd.

Polacy, dlaczego nie jesteście pro life?

Stoję na szpitalnym korytarzu już 40 minut. Z lewej windy, z prawej wejście na blok operacyjny. Zimno. Zimno mi w stopy, mam tylko japonki. Przywiozła mi je mama, kiedy się dowiedziała, że krwawię. Spakowała szybko szlafrok i inne szpitalne duperela. Myślała, że wiezie mi je na czas pobytu na podtrzymaniu ciąży. Stoimy wszystkie, 6 bab, bo wszystkie łyżeczkowania pielęgniarka zwołała rano na korytarz i zawiozła pod zabiegowy. I zostawiła. Stoję tylko 40 minut, bo wchodzę druga. Gabinet, fotel, pod fotelem żółte wiadro. Sporo ludzi, lekarze, rozebrać się i siadać rzucone w przestrzeń nad moją głową. Boso i z gołym tyłkiem siadam na fotelu. Kiedy się obudzę po narkozie, będę już na sali pooperacyjnej. Nie dowiem się nigdy, co się stało z moimi japonkami i szlafrokiem, który przywiozła mi mama. Ani z zawartością żółtego wiaderka.

Czuję, że potrzebuję

Maj, a może początek czerwca. Wracamy z wycieczki. Akurat trafiliśmy na straszną letnią burzę. Pierwszy raz widzę coś takiego. Grad, prawdziwy grad w lecie. Łomocze o dach samochodu. Dziulka śpi mino tego hałasu, tylko dwulatki to potrafią. Na poboczach stoją samochody, kryją się pod drzewami. My suniemy w sznurze odważnych, 30 na godzinę, ale do przodu. Nagle nachodzi mnie okropna ochota na truskawki. W końcu to pełnia sezonu, przy drodze mokną opuszczone w pośpiechu stoiska handlarzy.

Chciałabym tylko patrzeć

Dziś w markecie przy kasie beneficjenci 500+ wypisz wymaluj. Zobaczcie ten obrazek: ona w ciąży. Zaawansowanej. On cały w tatuażach. Z dzieckiem na rękach. Dziewczynka. W brudnym podkoszulku, krótkich spodenkach i klapkach basenowych, w deszcz! Rozczochrana jak nieszczęście, brudna. Na taśmie badziewna zabaweczka i dwa browarki, dla każdego po jednym. Mamuśka je kładzie. Niedzielne zakupy popołudniowe. Okropne, nie?

Inline
Inline