życie

15 miejsc do odwiedzenia z dziećmi w Krakowie i okolicach

Umówmy się, buszowanie po mieście zimą, z małymi dziećmi to katorga. Przynajmniej z moimi. Ja wiem, że ludzie z niemowlakami zwiedzają świat. I ja wiem, że rodzice prowadzą bujne życie. Widziałam w internecie. My się raz wybraliśmy do papugarni i to był koszmar! Dlatego zaszyliśmy się w domu na kilka miesięcy, ale teraz wychodzimy z ukrycia. Bladzi, wygłodniali ruchu, życia, wrażeń. W rozsądnej odległości od domu (dzieci wymiotują!), z przewijakiem i ciepłą kawą. A że spontaniczne wyjścia jakoś nam średnio wychodzą, zrobiłam sobie ściągawkę, co chcę tej wiosny zaliczyć. Korzystajcie śmiało!

#wimieniu

Miałam normalne, szczęśliwe dzieciństwo. Mieszkałam w domu z ogródkiem, dla rodziców byliśmy najważniejsi, były wakacje na kempingach i wyjścia do kina i zabawy z siostrami i dziadkowie. Niepełnosprawna siostra nie była – dla nas- problemem, bo była po prostu siostrą. Nie przelewała się nam kasa, ale były książki i wycieczki, nie zaznałam nigdy głodu, nie musiałam uciekać przed pijanym ojcem, nie bałam się wieczorami, wszystko było tak, jak powinno.

Świat się kurczy, świat rośnie

Kiedy byłam dzieckiem, funkcjonował w moim małym świecie kierunek “pod krzyż”. Pod krzyż chodziło się na przykład z babcią Jancią. Babcia brała dwie plastikowe butelki wypełnione deszczówką oraz od jednego do trzech sztuk chętnych dzieci. Szła naszą uliczką w górę, w stronę pól, do małej kapliczki. Tam podlewała kwiatki, pieliła to co było do wypielenia, prawdopodobnie trzaskała jakiś dziesiątek, a my wałęsałyśmy się dookoła.

Tu i teraz: luty 2018

Luty to taki miesiąc zawieszenia. Już zdążyły się lekko rozmyć styczniowe postanowienia i człowiek goni resztką noworocznego rozpędu. Już powoli się okazuje, że nic się specjalnie nie zmieniło wraz z nowym numerkiem w kalendarzu. Ale za to za rogiem wiosna, więc jest nadzieja, że będzie lepiej. Luty to taki miesiąc- zapchajdziura. A, no i mam urodziny. Heh…

nie planuję poświęcać się dla dzieci

Nie planuję się poświęcać dla dzieci

Zarzucono mi, że mam problem. Że całe nasze pokolenie ma problem. Bo myślimy o sobie. Za dużo u nas JA. A to niedopuszczalne, kiedy jest się rodzicem. Bo powinno się mieć przed oczami, z tyłu głowy, na czubku języka tylko jedno. Dziecko. Tyle, że łatwo przerzuć dziecko z serca na plecy, jako brzemię i do nogi, jako kulę na krótkim łańcuchu. A ja nie planuję poświęcać się dla moich dzieci.

Inline
Inline