książki

Co się teraz u nas czyta (książki dla dwulatka)

Był taki czas, że Ragnar w ogóle się nie interesował książkami. Dziulka w jego wieku już miała niezłą biblioteczkę, a ten nic. Ale krew nie woda, przed książkami nie miał szans uciec. I dopadło i jego. Księgozbiór mamy raczej genderowy (starsza siostra), ale aktualnie idziemy w stronę samochody-strażacy-dinozaury. I kupa. Nie, to nie jest mój komentarz co do wyboru tematyki, po prostu literatura o kupie tez cieszy się powodzeniem. Najczęściej w ruch idzie to:

Książkowe nowości (od Skrzata)

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Dostaję czasem propozycje współpracy, ale zazwyczaj odmawiam, bo nie chcę Wam tu śmiecić pierdołami. Ale kiedy oferują mi książki, to po prostu nie mogę sobie (i dzieciom) tego odmówić.  Książek nigdy dość! Dla książek moje serce zaczyna mocniej bić. Nie ma nic lepszego, niż paczka z nowymi książkami… Ten zapach! A oto nasze najnowsze łupy:

Książki dla małej dziewczynki: o księżniczkach inaczej

Nie ma chyba takiej małej dziewczynki, która omija etap różu i księżniczek. U nas też się przewija ten temat, na przemian z rozbójniczkami, super bohaterkami, baletnicami i całą resztą. W zdrowych proporcjach. Także w księgarni. Na widok różu, brokatu, koron i diademów błyskają oczy Dziulkowskiej. I fajnie, tylko że zazwyczaj te książki dla dziewczynek są po prostu marne. A ja nie znoszę słabych książek . I przesłanie też często nie takie… Kojarzycie te obrazki, Śnieżka w chustce na głowie i podomce z miotłą zapitala w domu krasnoludków z wielkim uśmiechem, a oni w zamian mają dla niej bukiecik polnego kwiecia…  No nie, nie, nie! Na szczęście są książki z królewnami, które czyta się z przyjemnością. Czyli da się! My na razie czytamy tak:

Polecę wam książkę kucharską!

Już bardzo dawno miałam napisać wam o książce Ala Antkowe BLW. Ale nie mogłam. Bo mój egzemplarz ciągle był porywany. Krążył po sporej grupie koleżanek, które chciały sprawdzić, czy warto kupić. No więc w 100% warto. Kupują, a ja słucham opowieści zachwyconych mam o niejadkach wcinających łososia i warzywa własnymi małymi rączkami. Moja książka zawędrowała nawet pod strzechę przedszkola, które też teraz serwuje specjały Ali i Antka. Więc jeśli jeszcze nie macie tej książki, bardzo szczerze polecam. (Zobaczcie, jaka już zużyta!)

Pluszowa ciocia

Ciotka Hulda i ciotka Dziulki, jakiej nie ma nikt. Dziś zacznę od książki, której nawet nie przeczytałam i nie wiem, czy dam radę. Książka dla dzieci może mnie emocjonalnie przerosnąć. Chociaż opis Różowe środy, albo podróż z ciotką Huldą brzmi bardzo fajnie, no i wydały ją Dwie Siostry, co też o czymś świadczy, to ja chyba spasuję. Podobno piękna, podobno pozytywna, podobno mądra. O przyjaźni małej dziewczynki z jej wesołą, ciepłą, grubiutką upośledzoną umysłowo ciotką. I ja się obawiam, że całą książkę będę po prosty ryczeć.

Więcej płacze, mniej śpi, trudniej zasypia.

Pełni wątpliwości. Samotni. W defensywie. Pełni żalu. Uwiązani. Nie dość dobrzy. Zagubieni. Zmartwieni. Rozczarowani.

Słyszałam coś niecoś o tak zwanych High Need Babys, czyli szczególnie wymagających niemowlętach, ale nigdy nie podpinałam się z Dziulką pod tę kategorię. I na Księgę Wymagającego Dziecka nie czekałam specjalnie. Ale kiedy przeczytałam to, co autorzy piszą o rodzicach takiego dziecka, dosłownie mnie poraziło. Z rodzicem hnb identyfikuję się w 100 procentach! Zwłaszcza teraz, kiedy zmęczenie i wiosenne przesilenie przyniosły lekki kryzys. Lepszej książki nie mogłabym sobie teraz wymarzyć.

Inline
Inline