dzieci

15 miejsc do odwiedzenia z dziećmi w Krakowie i okolicach

Umówmy się, buszowanie po mieście zimą, z małymi dziećmi to katorga. Przynajmniej z moimi. Ja wiem, że ludzie z niemowlakami zwiedzają świat. I ja wiem, że rodzice prowadzą bujne życie. Widziałam w internecie. My się raz wybraliśmy do papugarni i to był koszmar! Dlatego zaszyliśmy się w domu na kilka miesięcy, ale teraz wychodzimy z ukrycia. Bladzi, wygłodniali ruchu, życia, wrażeń. W rozsądnej odległości od domu (dzieci wymiotują!), z przewijakiem i ciepłą kawą. A że spontaniczne wyjścia jakoś nam średnio wychodzą, zrobiłam sobie ściągawkę, co chcę tej wiosny zaliczyć. Korzystajcie śmiało!

5 denerwujących rzeczy, które już wkrótce usłyszysz na placu zabaw

Bombardowani na instagramie zdjęciami kwitnących drzew, bazi i stóp w sandałach, nie możemy już dłużej ignorować autentycznych faktów. Które są takie, że wiosna. I skończyło się zasłanianie smogiem, wiatrem, pluchą i zawieją. Trzeba będzie w końcu spakować cztery torby przekąsek, bidonów, łopatek, mokrych chustek, majtek na zmianę i wyruszyć na pole. Jak mieszkacie jeszcze dalej od Krakowa niż ja, to na dwór. I skierować się wcześniej czy później na plac zabaw. A tam niechybnie czeka na Was:

Świat się kurczy, świat rośnie

Kiedy byłam dzieckiem, funkcjonował w moim małym świecie kierunek “pod krzyż”. Pod krzyż chodziło się na przykład z babcią Jancią. Babcia brała dwie plastikowe butelki wypełnione deszczówką oraz od jednego do trzech sztuk chętnych dzieci. Szła naszą uliczką w górę, w stronę pól, do małej kapliczki. Tam podlewała kwiatki, pieliła to co było do wypielenia, prawdopodobnie trzaskała jakiś dziesiątek, a my wałęsałyśmy się dookoła.

nie planuję poświęcać się dla dzieci

Nie planuję się poświęcać dla dzieci

Zarzucono mi, że mam problem. Że całe nasze pokolenie ma problem. Bo myślimy o sobie. Za dużo u nas JA. A to niedopuszczalne, kiedy jest się rodzicem. Bo powinno się mieć przed oczami, z tyłu głowy, na czubku języka tylko jedno. Dziecko. Tyle, że łatwo przerzuć dziecko z serca na plecy, jako brzemię i do nogi, jako kulę na krótkim łańcuchu. A ja nie planuję poświęcać się dla moich dzieci.

Nie mów mi tak, nie pomagasz!

Siedzę właśnie w naszym pokoju w domu moich rodziców, późnym popołudniem, za oknem resztki śniegu. W domu spokój. W moim sercu spokój. Moja córka poprosiła mnie o zniesienie ze strychu jednego z pudeł z zabawkami z naszego starego mieszkania. Teraz wyciąga, jednego po drugim, ulubione miśki. Synek śpi. A ja wreszcie, pierwszy raz od dawna mam chwilę dla siebie. Dopiero kiedy usiadłam na tyłku, z komputerem na kolanach poczułam, jaka jestem zmęczona.

Złość matki

Złoszczę się niemal codziennie. Wściekam się tak, że aż mam ochotę coś rozwalić. Najgorsze jest to, że muszę się wściekać do środka i to, co akurat mam pod ręką do pieprznięcia o ścianę to moja godność osobista ewentualnie dobre samopoczucie. O ścianę wątroby se nimi mogę rzucić. Co najwyżej. Bo jak inaczej przy dziecku?

Inline
Inline