Autor: kasia

Książkowe nowości (od Skrzata)

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Dostaję czasem propozycje współpracy, ale zazwyczaj odmawiam, bo nie chcę Wam tu śmiecić pierdołami. Ale kiedy oferują mi książki, to po prostu nie mogę sobie (i dzieciom) tego odmówić.  Książek nigdy dość! Dla książek moje serce zaczyna mocniej bić. Nie ma nic lepszego, niż paczka z nowymi książkami… Ten zapach! A oto nasze najnowsze łupy:

15 miejsc do odwiedzenia z dziećmi w Krakowie i okolicach

Umówmy się, buszowanie po mieście zimą, z małymi dziećmi to katorga. Przynajmniej z moimi. Ja wiem, że ludzie z niemowlakami zwiedzają świat. I ja wiem, że rodzice prowadzą bujne życie. Widziałam w internecie. My się raz wybraliśmy do papugarni i to był koszmar! Dlatego zaszyliśmy się w domu na kilka miesięcy, ale teraz wychodzimy z ukrycia. Bladzi, wygłodniali ruchu, życia, wrażeń. W rozsądnej odległości od domu (dzieci wymiotują!), z przewijakiem i ciepłą kawą. A że spontaniczne wyjścia jakoś nam średnio wychodzą, zrobiłam sobie ściągawkę, co chcę tej wiosny zaliczyć. Korzystajcie śmiało!

5 denerwujących rzeczy, które już wkrótce usłyszysz na placu zabaw

Bombardowani na instagramie zdjęciami kwitnących drzew, bazi i stóp w sandałach, nie możemy już dłużej ignorować autentycznych faktów. Które są takie, że wiosna. I skończyło się zasłanianie smogiem, wiatrem, pluchą i zawieją. Trzeba będzie w końcu spakować cztery torby przekąsek, bidonów, łopatek, mokrych chustek, majtek na zmianę i wyruszyć na pole. Jak mieszkacie jeszcze dalej od Krakowa niż ja, to na dwór. I skierować się wcześniej czy później na plac zabaw. A tam niechybnie czeka na Was:

Nasz nowy dom: łazienki

Mój mąż mówi, że na tym blogu ostatnio same smuty. I że jak nie wrzucę czegoś wesołego to on natychmiastowo odlubi.  Po tym, jak po tekstach światopoglądowych ostatnich nastąpił exodus czytelników w stronę lektury lżejszej, weselszej, czy też prezentującej inne spojrzenie na prawa człowieka ja nie mogę sobie na to pozwolić. Dlatego teraz każde życzenie spełniam natychmiastowo.

#wimieniu

Miałam normalne, szczęśliwe dzieciństwo. Mieszkałam w domu z ogródkiem, dla rodziców byliśmy najważniejsi, były wakacje na kempingach i wyjścia do kina i zabawy z siostrami i dziadkowie. Niepełnosprawna siostra nie była – dla nas- problemem, bo była po prostu siostrą. Nie przelewała się nam kasa, ale były książki i wycieczki, nie zaznałam nigdy głodu, nie musiałam uciekać przed pijanym ojcem, nie bałam się wieczorami, wszystko było tak, jak powinno.

Świat się kurczy, świat rośnie

Kiedy byłam dzieckiem, funkcjonował w moim małym świecie kierunek “pod krzyż”. Pod krzyż chodziło się na przykład z babcią Jancią. Babcia brała dwie plastikowe butelki wypełnione deszczówką oraz od jednego do trzech sztuk chętnych dzieci. Szła naszą uliczką w górę, w stronę pól, do małej kapliczki. Tam podlewała kwiatki, pieliła to co było do wypielenia, prawdopodobnie trzaskała jakiś dziesiątek, a my wałęsałyśmy się dookoła.

Inline
Inline