6 rzeczy, które dziś zrobiłabym inaczej

… czyli mądra młoda matka po szkodzie.

Wychodziłabym z domu

Pamiętam pierwsze wyjście z domu, kiedy Dziulka miała trzy tygodnie. Pierwsze wyjście dłuższe niż spacer. Stres zaczął się wraz z gorączkowym planowaniem trzy dni wcześniej i jeszcze ze trzy dochodziłam do siebie. Dziulka przeciwnie, wszystko przespała, jak to noworodki mają w zwyczaju. Każde wyjście było jak wyprawa na Everest dla mojej psychiki jeszcze długo. No bo co, jeśli będzie głodna? Karmić? Ale bez mojej poduszki rogala? W normalnym ubraniu? A jak zrobi kupę? A jak będzie płakać? A jak ją zawieje? Teraz odpowiedzi na te pytania są bardziej niż oczywiste. Robić to samo, co w domu. Nakarmić. Normalnie. Z każdego ubrania pierś wyjmuje się tak samo. Przewinąć. Utulić. W sierpniu?!  Żałuję tych wszystkich knajp, wystaw, muzeów i spotkań, których nie załatwiliśmy w chuście z egzemplarzem, który tylko je, śpi i robi kupy, które jeszcze nie przebijają się w towarzystwie zapaszkiem z daleka. Co może być łatwiejszego?

Odpuściłabym kontrolę na 90%

Ja jestem matką, a ona dzieckiem, tak? Czyli ja się opiekuję i ja powinnam wiedzieć, co i jak. Ile ja czasy straciłam na próbach sprawdzenia, czy się najada. Ile kup obejrzałam w celach porównawczych (szpiedzy z Google mają teraz o mnie naprawdę złe zdanie). Przeżywałam czas i porę drzemek. Planowałam niemowlakowi dzień i odchodziłam od zmysłów, bo zawsze coś szło nie tak. Teraz szła bym za nią. Życie na żądanie. A ja dostosowałabym się wygodnie do niej.

10% władzy wykorzystywałabym bez skrupułów

Robiłabym to, co muszę zrobić, a czego ona nie lubi bez grama wyrzutów sumienia. Takie straszne rzeczy jak ubieranie, motanie w chustę kiedy obie jesteśmy zgrzane i zdenerwowane tym strasznym ubieraniem i pot po tyłku cieknie. Obcinanie paznokci. Czyszczenie tego i owego.

Nie czytałabym niepotrzebnych książek

I połowy internetu, jeśli już o tym mowa. Poradniki, tak tak, o was mówię. Moja wielka i gruba księga, która co miesiąc mówiła mi, co moje dziecko powinno i co może już umieć. Wiec zamęczałam się zastanawianiem, czy moje niemowlę już umie patrzeć na lewo, machać ręką i skupiać wzrok. Powinno, najwyższa pora. A może mam szczęście i jest geniuszem i umiejętność podnoszenia stopy zdobyło miesiąc wcześniej niż średnia? Oh, to by było coś.

Czytałabym więcej mądrych

Nie o dzieciach. Więcej dobrej literatury w tych godzinach leżenia i karmienia i parkowania w parku na spanie. No dobra, o dzieciach też. Chciałabym cofnąć czas i dostać „Dziecko z bliska” w swoje ręce jeszcze w ciąży. I w odpowiednim czasie przeczytać to i to i jeszcze to.

Dałabym sobie pomagać

Bez wyrzutów sumienia.

I mottem mojego macierzyństwa uczyniłabym zdanie WIĘCEJ LUZU! A Wy? Co z perspektywy czasu zmienilibyście w swoim rodzicielstwie?