Do nie dzieciatych przyjaciół

Wiele żalu wylano za przyjaźniami, znajomościami i kumpelstwami, które trwały do pierwszych miesięcy macierzyństwa. Każda mama błyskawicznie wymieni listę znajomych, którzy cichaczem zniknęli z jej życia po porodzie. Niby wszystko jest super, ciężarna w paczce jest maskotką, pierwszy dzidziuś w ekipie ósmym cudem świata, jeszcze na pępkówce leje się wódka i sypią prezenty. A potem nagle okazuje się, że od pępkówki minął rok i trochę, a my nie zamieniliśmy ani słowa. Tak jest i koniec. I do Was dziś piszę, znajomi i przyjaciele. Ale nie z wyrzutem i fochem. Dziś inaczej, dziś ja biję się w pierś (karmiącą, nie mogę sobie odmówić 😉 )

Przepraszam Was za każdy sms bez odpowiedzi. Odebrałam go akurat z alarmem na dwójkę w pampersie, a jak to ogarnęłam to trzeba było ogarnąć siebie i podłogę, nie pytajcie, a potem Nina była głodna, a potem była 21 i padłam. I nawet nie wiem gdzie leży kopnięty w kąt telefon.

Wybaczcie wszystkie przerwane w połowie czaciki i telekonferencje, kiedy syrena alarmowa „mamo, już nie śpię a ciebie nie ma” oderwała mnie tak szybko i stanowczo, że nawet nie zdążyłam napisać Wam „do następnego”.

Sorry za wszystkie wyczekane spotkania na kawie, gdzie w centrum uwagi był telefon i zegarek. I myśli błądzące i brak skupienia. I wyjście 3 godziny wcześniej z cyckiem wyjętym już w taksówce.

Zrozumcie niezgranie, że Wy macie czas na spotkania po pracy, kiedy u mnie trwa kąpiel i usypianie. A ja z kolei najłatwiej umówię się w porze spaceru 13-15, kiedy Wy tkwicie po uszy w nowym projekcie.

Ja wiem, że nie da się już ze mną porozmawiać o pierdołach i poplotkować jak kiedyś. Albo nie jestem już na bieżąco, albo nie znam kontekstu, albo mam już inne spojrzenie i inne priorytety. I już żartu nie łapię jak dawniej.

Nie gniewajcie się za te odwiedziny u mnie, gdzie zamieniliśmy 4 słowa, bo ja miałam 3 podejścia, żeby zrobić Wam kawę a rozmowę toczyłam krzycząc z drugiego pokoju na zmianę z łazienką.

I naprawdę bardzo się pilnuję, żeby nie opowiadać o kupkach, ząbkach, pierwszych słowach, cieknących piersiach. Ale dla mnie świat kończy się w piaskownicy a wytarcie gluta własną ręką to jak u Was odebranie maila.

Przepraszam za każdą kolejną odrzuconą Waszą propozycję. Ja wiem, że dla Was „pakuj małą do wózka i wpadaj na wódkę” wydaje się sensowne. Dla mnie Wasza impreza z noclegiem jest równie dostępna jak spontaniczna wspinaczka na Rysy w japonkach, w ten weekend o 17.

Przepraszam za opuszczone śluby, wesela, wieczory panieńskie, urodziny i wszystkie ważne Wasze momenty, gdzie powinnam być z Wami, ale nie udało się zorganizować opieki dla potomstwa. Szczerze, wstyd mi za każdą jedną taką okazję. I myślami zawsze jestem z Wami.

Sory za wszystkie Wasze pierwsze kroki i inicjatywę zawsze po Waszej stronie. Mi tygodnie uciekają szybko niczym godziny. Nie ma tygodnia, żeby mi nie uciekł co najmniej jeden dzień. Dla mnie dzwoniłam do Was dopiero co.

Nie narzekam. Nie jestem niewolnikiem, nie jestem uwiązania ani się nie poświęcam. Jestem mamą, taką jak wszystkie. Może od niektórych trochę gorzej zorganizowaną. Po prostu nie gniewajcie się na mnie, ok? Nie myślcie, że już mi nie zależy. Po prostu z nią nie wygracie. Z nią nikt i nic nie wygra.

Mam nadzieję, że uda nam się odbudować kontakty w odpowiednim momencie. A jeśli nie, z większością z Was, kochani, spotkam się wcześniej czy później po tej stronie piaskownicy.